Wyjdę z kina
okrycia na szatni
na siebie, grzeją
po seansie

Mam się wydostać
ani chwili postać
ani chybi zima
mroźnie

Obwoźnie
busy po moście
aż pękają sworznie
ostrożnie

Idę w miasto
już mnie więcej
nie stać
wolę jechać
gorąco

Czy taryfa
nocna
czeka tu powolna
przystojna

A tam pusto
ani jedna
byłaby potrzebna
byłaby niezbędna

Kolega z autem
o tej porze
rauszu
nie można

112
na puste postoje
znajdę numer
dzwonię

A może
lepiej się
z rzadka
napotykać
na rogatkach

Ty młody
ty byś lepiej
z nieba
głowę
wyjął
i rozejrzał
się wkoło

Mam płaszcz
w jodełkę
mam twarz
w panierkę
mam też
butelkę

Ulica szepcze
nie rozumiesz
nic jeszcze
czasem
w tramwajach
odbierasz
drgania

Każdy
zasłania
widok
z siedzenia
na lepszych
siedzeniach
siadają
gremia

A ja jestem
katedrą

Ja jestem
katedrą

A ja jestem
katedrą
niektórzy tu
byli
niektórzy nie
będą

I powiem
ci jedno
w tramwaju
stoję
przed
takim wyborem

Delektuj
się marszem
ustępuj
starszym

Ty delektuj
się marszem
ustępuj
starszym
butelkę
trzymaj
wracaj
do kina

Rzeczywistość
ekranu
wszystkich
przenika
życie
zależy
kogo spotyka